Oglądałem niedawno ciekawy dokument na temat kryzysu dzisiejszych czasów z pryzmatu istnienia imperium.
W świecie od zawsze istniały imperia. Mówiąc tu o początkach życia ludzkości po dzień dzisiejszy.
Przykład przedstawiony był głównie na podstawie imperium rzymskiego i czasów dzisiejszych.
Cykl życia imperiów trwa zwykle 250 lat, czyli dziesięć pokoleń. W każdym imperium możemy znaleźć sześć epok:
-Wypraw
-Podboju
-Handlu
-Wpływów
-Intelektu
-Dekadencji i obfitości– czyli igrzysk i chleba. Czasów, które mamy teraz.
Kryzys ekonomiczny także towarzyszył schyłkowi i końcowi imperium.
Dzisiejsze czasy porównane zostały do czasów Rzymian, gdzie ku zbliżającemu się końcowi imperium politycy robili wszystko aby odwrócić uwagę swojego ludu urządzając dla nich np. walki gladiatorów czy wyścigi rydwanów.

W dobie XXI wieku, w dobie kryzysu światowego również możemy doszukać się odwracania uwagi społeczeństwa- ukazując duży nacisk na pokazywanie programów sportowych, dostarczających wrażeń większych niż problemy otaczające ludzkość w teraźniejszym czasie. Sport w XXI wieku jest równoznacznym porównaniem jak walki gladiatorów w czasach imperium rzymskiego.
Dzisiejsze gwiazdy sportu zarabiają krocie, podobnie jak było to w czasach rzymskich jeźdźców rydwanów. Podobnie jest i było z muzyką.
Kolejnym przykładem może być kolejny zawód obok sportowca i muzyka. Kucharz.
W rzymskim, hiszpańskim i otomańskim imperium uwielbiano kucharzy. Ludzie, władcy żyli obfitością, mając za sobą czasy intelektu do którego przodkowie doszli.
W dobie intelektu wszystko się rozwija, idzie dobrze, upajamy się chwilą.

Podobne czasy mamy teraz. W wspominanym dokumencie przedstawiony został świat ludzi którzy mieli duży wpływ na rozwój intelektualny, a także rozwój technologiczny. W teraźniejszych czasach korzystamy z tych dobrodziejstw i je poniekąd marnotrawimy. Żyjemy w czasie dekadencji, korzystając z tego co nam dano. Wykorzystujemy to czasami na maksimum możliwości. Często żyjemy ponad możliwości.
Nagle przychodzi kryzys, wszystko zaczyna być pod górkę, drożyzna i zwrot akcji.
Ludzie tracą pracę, zamykają interesy ale wciąż pamiętają te dobre czasy. Przeważa apatia, amoralność, naturalna entropia. Szukając rozwiązania, szukamy wyjścia. Mimo tego, że kryzys jest teraźniejszością ludzie nadal oszukując samych siebie wpadają w letarg i żyją tym co jest dla nich wygodne. Film, muzyka, moda, wspominany sport i dobra kuchnia.
Kuchnia, która dzięki rozwojowi dała nam także duże możliwości. Jeszcze kilka lat temu, gdy nie było mnie jeszcze na świecie lub dopiero raczkowałem nie było możliwości gotowania potraw na skalę europejską, nie było dostępu do produktów takich jak owoce morza czy wyszukane przyprawy. W dużych miastach, w dobrych kuchniach hotelowych, gdzie przeważali Goście z zagranicy łatwiej było zobaczyć czy nauczyć się w ogóle gotowania takich „egzotyków”. Dziś? Mamy praktycznie wszystko. Cokolwiek dusza zapragnie. Technologia przygotowywania potraw w kilkunastu latach szybko poszła do przodu. Dzięki możliwości migrowania po świecie kucharze mogli zdobyć odpowiednią praktykę oraz poznać nowe techniki i produkty wprowadzając je do swoich rodzimych kuchni. Wielu z nich stało się celebrytami. Dzięki informacją zdobytym i doświadczeniu, byli i są na piedestale polskiej gastronomii.

Zastanawia mnie jednak coś innego. Jak to jest, że mimo inteligencji jaką zdobyliśmy jako ludzie nie widzimy przeciwieństw i paradoksu, który otacza nas w około. Stworzyliśmy system, któremu przyglądając się na trzeźwo trudno go pojąć.
Z  jednej strony mamy głód, niedożywienie i ubóstwo na świecie, w drugiej części globu jedzenie jest marnotrawione i występuje otyłość.
Może widzimy, a nie chcemy z tym żyć i myśleć na co dzień. Podobnie jak w czasach imperium rzymskiego, gdzie bogaci byli na piedestale, urządzali biesiady i imprezy, uwielbiali przy tym dobrą kuchnię i muzykę. Żyli w letargu, podobnie jak nasze społeczeństwo dzisiaj.
Wydaje mi się, że moda na gastronomię ma podobne odzwierciedlenie. Wolimy żyć tym co dobre, upijać się chwilą nie myśląc o tym co nas nie dotyczy.
Fakt jest jeden- kryzys, który mamy zmusza nas powoli do „patrzenia na gastronomię w TV” niż do niej „zaglądać”:
chodząc do restauracji, urządzać biesiady, bo po prostu przestaje nas na to stać. Oczywistym faktem jest kryzys gospodarczy, brak pracy, lub wszechobecna drożyzna.  

W dzisiejszej gastronomii kryzys odczuwalny jest wszędzie.  Istnieje grupa ludzi, którzy zmuszeni są posiłkować się w restauracjach, spotykając się na spotkaniach biznesowych. Jednak „cięcia” w firmach „zbędnych kosztów”, odbijają się na zmniejszonym budżecie na tego typu dodatki lub ograniczane są do minimum i klasa biznes zmuszona jest do wyboru tańszego produktu, czyli „stołowania się” w lokalach tańszych niż dotychczasowe.
Podobną formę oszczędzania widzimy na co dzień w portfelach zwykłego zjadacza chleba. Jeszcze kilka lat temu normą było wyjście do restauracji, baru kilka razy w miesiącu. Społeczeństwo stać  było na więcej. Dziś wyjście rodzinne na obiad do restauracji jest ograniczone budżetem i często wybierane są lokale tańsze, przystępniejsze cenowo.
W dużych miastach, zabiegane społeczeństwo, tempo życia i czas zmusza nas do jedzenia poza domem, na czym jak widać w polskiej gastronomii korzystają sieci fast food, pizzerie czy budki z kebabem.
Do czego brnie polska gastronomia? Czy widać schyłek imperium także w gastronomii? Moim zdaniem czas dekadencji i obfitości dobiega końca, więc proponuję aby gloryfikować każdą potrawę jako ucztę, z której możemy się cieszyć każdym kęsem i smakiem.